Śląsk , Ślązacy a Polska Ludowa

Wszystko co związane z II Wojną Światową
Awatar użytkownika
suchy
ST-CHORAZY
ST-CHORAZY
Posty: 292
Rejestracja: 14 lis 2012, o 12:14
Województwo: Śląskie
Imię: Dawid
Lokalizacja: Śląsk

Re: Śląsk , Ślązacy a Polska Ludowa

Post autor: suchy » 30 gru 2012, o 18:24

Obóz pracy (karny) w Mysłowicach został założony na terenie byłego niemieckiego więzienia; pierwszy jego komendant, Tadeusz Skowyra, objął swoje stanowisko już 8 lutego 1945 r. Obsługiwało go stale między 76 a 138 funkcjonariuszy straży obozowej i pracowników obsługi. Dyscyplina wśród strażników obozowych stała na bardzo niskim poziomie. Zamykano w obozie przede wszystkim osoby z obywatelstwem niemieckim (Reichsdeutsche) oraz Volksdeutschów. Liczebność więźniów wynosiła we wrześniu 1945 r. ponad 5 tys. osób, pod koniec działalności obozu jesienią 1946 r. spadła do niespełna tysiąca (jednak dane statystyczne są niekompletne). Przez cały okres funkcjonowania obozu przetrzymywano w nim w sumie co najmniej 13 760 osób. Więźniowie-mężczyźni znajdujący się w odpowiedniej kondycji fizycznej kierowani byli głównie do pracy w kopalniach węgla kamiennego, do lipca 1945 r. z obozu w Mysłowicach skierowano do pracy w kopalniach ponad 2 tys. więźniów. Komendantura obozu otrzymywała zapłatę za ich pracę. Więźniów mysłowickiego obozu zatrudniano również np. na kolei (przy rozładunku wagonów i układaniu torów), a także do prostych prac fizycznych w okolicznych zakładach przemysłowych oraz do prac porządkowych i odgruzowywania miast.

Znaczny procent „zobozowanych” stanowiły kobiety, dzieci i osoby starsze (powyżej 60. roku życia). Warunki ich pobytu były bardzo ciężkie, brakowało koców, sienników, a nawet prycz. Na porządku dziennym było znęcanie się przez strażników nad osadzonymi (prawdopodobnie łącznie z zabójstwami) oraz rabowanie ich rzeczy osobistych. Niewystarczające wyżywienie i tragiczne warunki sanitarne panujące w obozie powodowały wzmożoną zachorowalność więźniów, a w efekcie doprowadziły do wybuchu epidemii tyfusu, która pochłonęła co najmniej 277 zmarłych; ogólna liczba zmarłych w obozie w Mysłowicach w okresie II 1945–IX 1946 wyniosła co najmniej 2281 osób.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
mariusz_w4
Kapitan
Kapitan
Posty: 768
Rejestracja: 20 lis 2012, o 18:42
Województwo: Wybierz
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Śląsk , Ślązacy a Polska Ludowa

Post autor: mariusz_w4 » 24 lut 2013, o 21:55

Następna z kart historii ma wymiar kontrowersji i surowego osądu wobec Ślązaków którzy zostali wcieleni do Wermahtu i innych organizacji w sposób przymusowy bądź zrobili to dla ratowania życia swojego i rodzin.Szerzej opisuje to zacytowany artykuł:

W 1922 roku po trzech powstaniach śląskich i plebiscycie ostatecznie podzielono obszar Górnego Śląska pomiędzy Niemcy i Polskę. W części włączonej do Polski 66% mieszkańców deklarowało się jako polskojęzyczni. Również po niemieckiej stronie granicy mieszkało wielu Polaków. W latach 30. wielu z nich jako obywateli III Rzeszy wcielono do Wehrmachtu. Wielu mieszkańców polskiej strony również czekała służba w armii wroga.
W 1939 roku dokonano podziału grup narodowościowych i etnicznych na ziemiach okupowanych.Podpisanie niemieckiej listy narodowościowej - tzw. volkslisty (DVL) wiązało się z wypełnieniem szczegółowej ankiety, która zawierała pytania o przynależność wyznaniową, od kiedy rodzina mieszkała w danym rejonie, o krewnych w Niemczech itd. Po jej odebraniu, przydzielano ankietowane osoby do jednej z czterech grup volkslisty.

W III kategorii "volksdeutschy" znalazły się osoby autochtoniczne uważane za częściowo spolonizowane (Ślązacy, Kaszubi, Mazurzy) oraz Polacy niemieckiego pochodzenia (pozostające w związkach małżeńskich z Niemcami). 
Wszystkie osoby mieszkające na Górnym Śląsku były zobowiązane do wypełnienia kwestionariuszy. 16 lutego 1942 roku zarządzono obowiązek wskazania policji osób, które nie podały narodowości niemieckiej. W 2. połowie 1944 za odmowę wpisania na DVL wprowadzono karę śmierci.

Według zachowanych, niepełnych danych dla powiatów rejencji katowickiej do poszczególnych grup volkslisty wpisano ok. 90% mieszkańców. Na Górnym Śląsku wpisano na DVL 1,45 mln osób. Otrzymanie 3 kategorii DVL było dla Ślązaków ochroną przed więzieniem lub obozem koncentracyjnym.


Wszyscy, którzy podpisali niemiecką listę narodowościową, podlegali prawu niemieckiemu. Byli powoływani do służby we wszystkich formacjach wojska niemieckiego. Odmowa służby była jednoznaczna z wyrokiem śmierci za zdradę i represjami wymierzonymi w rodzinę.
Powoływaniu do niemieckiego wojska towarzyszyły różne postawy. Niektórzy w ogóle nie podpisywali "volkslisty", narażając się w ten sposób na poważne konsekwencje łącznie z wysłaniem do Auschwitz. Inni, już powołani manifestowali swoją polskość otwarcie rozmawiając po polsku, czy śpiewając polskie pieśni patriotyczne. Niezwykłą odwagą wykazał się Romuald Hawranke. Ten gimnazjalista z Katowic powołany w 1942 roku już podczas uroczystej przysięgi zameldował po niemiecku że "jest Polakiem i przysięgi nie złoży". Przed powołaniem do Wehrmachtu mogły uchronić samookaleczenia. Niektórzy w ten brutalny sposób chcieli uniknąć wcielenia do wojska. Na Górnym Śląsku do pewnego kowala zgłaszali się chłopcy zagrożeni powołaniem do Wehrmachtu. Rzemieślnik miażdżył im ręce ciężkim młotem. Kontuzje uniemożliwiały im służbę wojskową.

Byli jednak i tacy, którzy naprawdę wierzyli w zwycięstwo Niemiec i już we wrześniu 1939 roku przechodzili na ich stronę.Dezercja z niemieckich oddziałów wojskowych była niezwykle trudna. Dowódcy oddziałów do których trafiali byli obywatele polscy dobrze wiedzieli, że większość z nich nie ma zamiaru umierać za III Rzeszę i podczas walki zdezerteruje przy pierwszej okazji. Wyznaczano im pewnych ideowo i rasowo "opiekunów". W przypadku ich ucieczki stosowano odpowiedzialność zbiorową wobec całego oddziału. Wielu Polakom udało się jednak uciec i trafić do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie lub do 1. Dywizji Piechoty w ZSRR. W starciu pod Monte Cassino brało udział wielu Polaków walczących w Armii Andersa i tych służących w Wehrmachcie. Ucieczki na froncie wschodnim były bardziej ryzykowne. Tak zwanych "polskich Niemców" nieraz brutalnie przesłuchiwano i wysyłano do łagrów. Zbiegowie z Wehrmachtu próbowali swoich sił także w konspiracji, lecz partyzantów przestrzegano przed powoływaniem ich do ruchu oporu. Zdarzały się jednak udane akcje przekazania polskiemu podziemiu tajnych informacji wojskowych III Rzeszy.

Największa część polskich żołnierzy w Wehrmachcie po prostu chciała przeżyć dopasowując się do istniejących warunków. Przypominali w tym wielu spośród prawie 20 milionów żołnierzy niemieckich.

Warto wspomnieć o Erneście Wilimowskim, najlepszym polskim piłkarzu okresu międzywojennego. Popularny "Ezi" mówił o sobie, że jest Górnoślązakiem. Po wybuchu II wojny światowej podpisał volkslistę by móc kontynuować swoją wspaniałą karierę. Wstąpił do OrPo - niemieckiej policji porządkowej, co uchroniło go od służby w Wehrmachcie. Wyjechał w głąb III Rzeszy i kontynuował karierę sportową. 8 razy zagrał w kadrze Niemiec, zdobywając 13 bramek. Po II wojnie światowej Wilimowski za grę w reprezentacji III Rzeszy został wymazany z historii polskiej piłki. Grał w Niemczech do 1959 roku. Nigdy już nie wrócił na Śląsk. W 1980 roku Polski Związek Piłki Nożnej, wyróżnił byłego reprezentanta honorową odznaką. Wilimowski zmarł w 1997 roku w Karlsruhe.

Gra w reprezentacji Niemiec sprawiła, że przez dziesięciolecia skazano piłkarza w Polsce na potępienie lub zapomnienie. W sporządzanych kronikach nie grano w piłkę nożną, lecz w politykę - pisał w miesięczniku "Śląsk" Ryszard Jasnorzewski.

Służba Polaków w Wehrmachcie to temat wstydliwy. Po wojnie starano się przedstawić to jako przymus, a powołanych jako ofiary wojny. Obecnie są zaliczani w poczet "polskich strat wojennych" Obok nich znaleźli się: deportowani do ZSRR, wcieleni do Armii Czerwonej, przymusowi robotnicy w Niemczech czy osadzeni w obozach koncentracyjnych. Mówi się też o nich jako o "zakładnikach" III Rzeszy. Wstępując do Wehrmachtu mieli świadomość, że jest to gwarancja bezpieczeństwa dla ich rodzin.
4 listopada 1944 r. zarządzono jednak, że polscy obywatele, którzy zadeklarowali swoją przynależność do narodowości niemieckiej, bądź korzystali z praw i przywilejów z tego tytułu mieli trafić do obozu i przymusowo pracować. Taka polityka władz była powszechnie akceptowana w społeczeństwie dobrze pamiętającym okres okupacji.

Ustawą z 6 mają 1945 roku dopuszczono rehabilitację przed sądem grodzkim osób, które podpisały niemiecką listę narodowościową II, III, i IV kategorii. Osoby, które podpisały listę I kategorii (tzw. Reichslistę), nie podlegały rehabilitacji.
Jeszcze przed konferencją poczdamską zakazano osobom narodowości niemieckiej przebywania na terenie ówczesnego województwa śląsko - dąbrowskiego.

Po roku 1950 ówczesne władze państwa polskiego zrehabilitowały wszystkich, którzy podpisali volkslistę a nie zostali zrehabilitowani w inny sposób.

Źródło: Ryszard Kaczmarek "Polacy w Wehrmachcie" Wydawnictwo Literackie Kraków 2010.
I przyszło nam spoczywać na tym wzgórzu bracie,wśród buków i jodeł czekając chwili gdy powstaniemy na ostatni szturm,szturm do bram Piotrowych .... M.W
Awatar użytkownika
mariusz_w4
Kapitan
Kapitan
Posty: 768
Rejestracja: 20 lis 2012, o 18:42
Województwo: Wybierz
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Śląsk , Ślązacy a Polska Ludowa

Post autor: mariusz_w4 » 23 wrz 2013, o 22:02

A tu link do ciekawego artykułu związanego z NSZ z rejonu Śląska.
http://facet.interia.pl/obyczaje/histor ... nId,993069
I przyszło nam spoczywać na tym wzgórzu bracie,wśród buków i jodeł czekając chwili gdy powstaniemy na ostatni szturm,szturm do bram Piotrowych .... M.W
Awatar użytkownika
mariusz_w4
Kapitan
Kapitan
Posty: 768
Rejestracja: 20 lis 2012, o 18:42
Województwo: Wybierz
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Śląsk , Ślązacy a Polska Ludowa

Post autor: mariusz_w4 » 7 lis 2015, o 19:54

Następne cytaty i ciekawe nowości dotyczące tematu.
Odsłonięto pomnik :
http://wpolityce.pl/historia/270958-prz ... cz-zdjecia

...."Bydlęcy wagon, zwany na Śląsku „krowiokiem”, a w nim stłoczone postaci wywożonych do Związku Radzieckiego - tak wygląda odsłonięty w piątek w Bytomiu pomnik upamiętniający ofiary Tragedii Górnośląskiej.
W tym roku przypada 70. rocznica tej fali sowieckich represji w latach 1945-1948, które pochłonęły na Górnym Śląsku kilkadziesiąt tysięcy ofiar i pociągnęły za sobą dramaty ich rodzin.
Piątkowa uroczystość rozpoczęła się w kościele pw. Krzyża Świętego w Bytomiu - Miechowicach, gdzie homilię wygłosił ordynariusz diecezji gliwickiej bp Jan Kopiec. Po mszy uczestnicy uroczystości w asyście orkiestry wojskowej przemaszerowali pod pomnik.
Dzisiaj wraz z mieszkańcami Miechowic i Bytomia składamy hołd niewinnym i bezbronnym bytomianom, którzy na początku 1945 r. stali się ofiarami masowych zbrodni Armii Czerwonej i komunistycznego aparatu bezpieczeństwa
—powiedział prezydent Bytomia Damian Bartyla.
Niech dzisiejsza uroczystość będzie wiecznym znakiem żywej pamięci bytomian o ofiarach zbrodni, która pochłonęła wiele rodzin naszego miasta
—dodał.
Pomnik stoi na szynach, które unoszą się ku niebu, tworząc krzyż. Wewnątrz otwartych drzwi wagonu widać płaskorzeźbę autorstwa Henryka Fudalego. Przedstawia stłoczonych ludzi, na których twarzach widnieje strach i niepewność.
Terminem Tragedia Górnośląska określa się akty terroru wobec Ślązaków: aresztowania, egzekucje oraz wywózki na Sybir i do kopalń Donbasu. Szacuje się, że wywieziono - według różnych opracowań - od 50 do 90 tys. osób. Część z nich nigdy już nie powróciła do domów. Ich liczba jest trudna do ustalenia.
Podłożem tak dotkliwych represji wobec mieszkańców Górnego Śląska była sytuacja polityczna tych ziem - terenu pogranicza. Część przed wybuchem wojny znajdowała się w granicach III Rzeszy i mieszkający tam Górnoślązacy mieli obywatelstwo niemieckie. Polska część Śląska znajdująca się w granicach II Rzeczypospolitej została zajęta w 1939 r. i rozpoczęła się tam energiczna polityka narodowościowa III Rzeszy, która przejawiała się w nadawaniu volkslisty, czyli warunkowego obywatelstwa, mieszkającym tam Górnoślązakom.
Historycy podkreślają, że na terenach Górnego Śląska wcielonych do Rzeszy nadanie volklisty miało inny charakter niż w innych częściach Polski - odmowa mogła oznaczać represje, łącznie z zesłaniem do obozu koncentracyjnego. Do jej przyjmowania wzywał nawet Kościół katolicki i polski rząd na uchodźstwie.
Z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej na ziemie należące przed wojną do Niemiec - Górny Śląsk i Prusy Wschodnie - postanowiono o wywózce stamtąd mężczyzn zdolnych do pracy i noszenia broni. Autochtoni zostali przez władze radzieckie uznani za „element germański”. Skala sowieckich represji była największa na terenach należących do III Rzeszy - jak Bytom, ale były też dotkliwe dla ludności przedwojennej II RP, zwłaszcza tuż przy granicy."...

.."Do jednych z najtragiczniejszych wydarzeń związanych z nagłą wywózką do Związku Radzieckiego doszło 28 marca 1945 roku w Bytomiu. Wówczas cała zmiana górników w kopalni „Bobrek”, która wyjechała na powierzchnię została zatrzymana przez żołnierzy NKWD, a następnie wtłoczona do bydlęcych wagonów i wysłana w głąb Związku Radzieckiego na przymusowe roboty.
Śledztwo w sprawie deportacji Ślązaków do ZSRR w 1945 r. prowadził IPN. Zostało umorzone w 2006 r. m.in. z uwagi na śmierć odpowiedzialnych radzieckich przywódców z tamtego okresu. IPN uznał, że deportacje były zbrodnią komunistyczną i zbrodnią przeciw ludzkości, dokonaną na podstawie decyzji władz ZSRR przez żołnierzy NKWD, których tożsamości nie da się dziś ustalić.
Wywózki odbiły się na życiu wielu śląskich rodzin, pozbawiając ich jedynych żywicieli, a także na śląskiej gospodarce. Wskutek interwencji rodzin, zakładów pracy i organizacji społeczno-politycznych, komunistyczne władze woj. śląskiego podjęły starania o powrót deportowanych. Powracali do początku 1950 r., wielu zmarło wkrótce po powrocie.....
I przyszło nam spoczywać na tym wzgórzu bracie,wśród buków i jodeł czekając chwili gdy powstaniemy na ostatni szturm,szturm do bram Piotrowych .... M.W
Awatar użytkownika
mariusz_w4
Kapitan
Kapitan
Posty: 768
Rejestracja: 20 lis 2012, o 18:42
Województwo: Wybierz
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Śląsk , Ślązacy a Polska Ludowa

Post autor: mariusz_w4 » 28 sty 2016, o 17:32

Pojawił się ciekawy artykuł dotyczący zbrodni na ludności cywilnej w Miechowicach dzielnicy Bytomia.
Życie Ślązaków w tym okresie wiązało się z dużymi komplikacjami w związku z przynależnościami zaborczymi.
Jak już pisałem wcześniej strach,przemoc i śmierć były codziennością w życiu wielu rodzin tak i też mojej.
Zapraszam do zapoznania się z ciekawą treścią.
Pozdrawiam czytających :)

http://nowahistoria.interia.pl/polska-w ... Id,1596920

Od 25 do 27 stycznia 1945 r. Armia Czerwona zamordowała w Miechowicach (dzisiejszej dzielnicy Bytomia) co najmniej 240 cywilów. Był to jeden z najtragiczniejszych epizodów towarzyszących zajęciu górnośląskiego okręgu przemysłowego przez wojska sowieckie. W PRL zbrodnia ta była przemilczana. Pierwsze informacje na ten temat pojawiły się dopiero w latach 90.

Śledztwo mające wyjaśnić okoliczności masakry w Miechowicach wszczął katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Było to możliwe m.in. dzięki świadkowi tamtych wydarzeń, Józefowi Bonczolowi. Gdy czerwonoarmiści wkraczali do Miechowic, miał 11 lat. Przekazał informacje o zbrodni uzyskane od siostry i ciotki, które widziały śmierć sąsiadów, a same padły ofiarą gwałtów. Zeznania w prokuraturze w Bochum złożyła także Łucja Frenzel, siostra ks. Jana Frenzla zamordowanego przez sowieckich oprawców.

Przed wojną Miechowice leżały po niemieckiej stronie granicy. W plebiscycie w 1921 r. trzy czwarte mieszkańców tej miejscowości opowiedziało się za przyłączeniem do Polski. Wkraczająca od strony Stolarzowic Armia Czerwona potraktowała Miechowice jako obszar III Rzeszy.
Sowieci zabijali głównie mężczyzn, w tym kilkunastoletnich chłopców i starców, gwałcili także kobiety. Ofiarami Armii Czerwonej byli, według IPN, głównie Ślązacy - zarówno sympatyzujący z Polską, jak i Niemcami. Wśród ofiar znaleźli się również zakwaterowani w Miechowicach przymusowi robotnicy z Polski centralnej, którzy pracowali w elektrowni.
"Wyzwoliciele" przeczesali dokładnie miejscowość, wybierając wszędzie swoje ofiary. Zginęło wielu inwalidów, bo żołnierze zakładali, iż kalectwa nabawili się na wojnie, choć wielu z nich było rencistami kopalnianymi - pisze naczelnik oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w katowickim IPN, prokurator Ewa Koj, rekonstruując okoliczności masowego mordu.

Wspomnianego już księdza Jana Frenzla żołnierze wywlekli z piwnicy, gdzie spowiadał wystraszone kobiety. Kapłan był torturowany i poniżany, a w końcu zastrzelono go w lesie w okolicach pobliskich Stolarzowic.
"Najwięcej miechowiczan zginęło w dniu 27 stycznia 1945 r. W dokumentach USC podano godziny śmierci między 5.00 a 18.00. W związku z tak dużą liczbą ofiar (blisko 200 osób) pojawiła się informacja, iż bezpośrednią przyczyną eskalacji zbrodni było zastrzelenie przez nieznaną osobę (wspominano o członku HJ) na terenie placu zabaw przy zbiegu ulic Stolarzowickiej i Michaloka (Holteistrasse) sowieckiego majora. Śmiertelny strzał padł ze strony hałdy na obecnych ulicach Michaloka i Reptowskiej. Po zabójstwie zaczął się odwet na ludności cywilnej. Najpierw mieszkańcom domów przy Holteistrasse 3 i Stillersfelder Strasse Romanowi i Józefowi Szczudlikom, Stefanowi Laszczykowi, Wiktorowi Görlich i Franciszkowi Wylenżkowi kazano przynieść trumnę z jedynego w mieście zakładu pogrzebowego Euzebiusza Pajonczka (Pajontzyk) i pochować majora w piaskownicy przy tej posesji. Potem odprowadzono ich pod las i ok. godz. 16.00 zastrzelono. Z domów i piwnic wyciągano mężczyzn i na miejscu lub pod lasem, gdzie ich odprowadzano, strzelano do nich lub czasami mordowano wielokrotnymi uderzeniami kolb karabinów po całym ciele. Wiele rannych osób zmarło wskutek obrażeń kilka dni później, niewielu przeżyło" - opisuje prokurator Ewa Koj.
Czytaj na stronach IPN: Masakra w Miechowicach: Rekonstrukcja zbrodni
Żołnierze sowieccy nie tylko mordowali, ale także okradali domy i sklepy.
"Dramatem kobiet były gwałty, często zbiorowe, a ich liczba i rozmiar nigdy chyba nie zostaną wyjaśnione. Tragicznie zakończył się los rodziny Fabry, mieszkającej przy Tiele-Wincklerstrasse (ul. Racjonalizatorów). Wilhelm Fabry razem z żoną Marią przyjechał do Miechowic z Westfalii do pracy przy modernizacji kopalni. W przedrukach nie zachowanego pamiętnika Fryderyka Biegonia - sztygara zmianowego kopalni "Preußen", figuruje między innymi następujący zapis: poniedziałek '29 stycznia 1945 r. (...) Sztyg. obj. Fabry nie stawił się dziś. O godz. 23.00 (dnia poprzedniego) nerwowo załamany popełnia samobójstwo (...)'. Z relacji pracującego z nim Franciszka Schenka wynika, iż po powrocie z pracy do domu Wilhelm Fabry znalazł swoją żonę Marię Teresę, będącą w zaawansowanej ciąży, wielokrotnie zgwałconą. Zastrzelił żonę oraz córki: pięcioletnią Ingrid, czteroletnią Sigelinde i siebie. Z zeznań świadków wynika, iż przypadki zgwałcenia kobiet, w ich domach, a nawet w miejscach dostępnych dla oczu innych mieszkańców zdarzały się często. Jednak był to temat tabu, bo upokorzona była i kobieta i jej rodzina, zwłaszcza, jak później rodziły się z tych gwałtów niechciane dzieci" - czytamy w rekonstrukcji zdarzeń przedstawionej przez prok. Koj.
Przez wiele dni zwłoki zamordowanych leżały na podwórkach, w mieszkaniach, w lesie. Pochówki organizowano dopiero na początku lutego 1945 r., gdy mieszkańcy Miechowic przestali się bać wychodzić w domów. Część ofiar zbrodni miechowickiej spoczęła na pobliskim cmentarzu, reszta - około 100 zabitych - w zbiorowej mogile przy ul. Warszawskiej. W 1969 r. szczątki te zostały ekshumowane i po cichu przeniesione na cmentarz komunalny w Bytomiu.
W 2011 roku śledczy IPN z pomocą archeologów przeprowadził wykopy sondażowe w dwóch tamtejszych zbiorowych mogiłach, oznaczonych jako Kwatera Wojenna i Kwatera Wojenna Miechowice. Znaleziono kilka trumien. Gdy je otworzono, okazało się, że w każdej znajdują się szczątki kilku osób, co dowodzi, że ciała pochowano tutaj powtórnie.
Dokładna liczba ofiar zbrodni w Miechowicach wciąż jest jednak nieznana, a może być ich nawet 300-400. Nie wszystkie zgony zostały bowiem zgłoszone, ponadto część ofiar zmarła później, w wyniku odniesionych ran.

Prokurator Koj próbując znaleźć uzasadnienie dla masakry mieszkańców Miechowic, podkreśla, że sowieci dopuszczali się podobnych zbrodni także w innych miastach Górnego Śląska leżących przed wojną w granicach III Rzeszy: "Zbrodnie te były przejawem nienawiści, chęci wzięcia odwetu za zbrodnie popełnione przez najeźdźcę hitlerowskiego, okazania siły wobec bezbronnych pokonanych, wreszcie przejawem braku dyscypliny wśród żołnierzy, pozostawionych nierzadko bez kontroli oficerów. Jaskrawym dowodem tej nienawiści były napisy naniesione białą farbą olejną na czerwone cegły miechowickich familoków, pokrywające całe ich ściany: "Смерть немецким захватчикам" ("Śmierć niemieckim najeźdźcom") i "Добьем врaга в его бeрлоге" ("Wykończymy wroga w jego legowisku"). Były tak trwałe, że przez wiele lat nie udało się ich zetrzeć, dopiero rozbiórki domów w latach siedemdziesiątych położyły kres ich istnieniu".

Artykuł prok. Ewy Koj został opublikowany w półroczniku "CzasyPismo" nr 1/2012
I przyszło nam spoczywać na tym wzgórzu bracie,wśród buków i jodeł czekając chwili gdy powstaniemy na ostatni szturm,szturm do bram Piotrowych .... M.W
Awatar użytkownika
mariusz_w4
Kapitan
Kapitan
Posty: 768
Rejestracja: 20 lis 2012, o 18:42
Województwo: Wybierz
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Śląsk , Ślązacy a Polska Ludowa

Post autor: mariusz_w4 » 7 lut 2016, o 22:56

Coś o wcielaniu Ślązaków do Wermahtu i SS ,artykuł z strony "W znienawidzonym mundurze"

Bardzo ciekawa relacja dotycząca innego sposobu wcielania do Waffen-SS na Górnym Śląsku ukazała się w 1996 r. na łamach "Gazety Wyborczej". Antoni Elsner (w 1944 r. powołany do Wehrmachtu) w swym liście do redakcji ustosunkował się do artykułu zamieszczonego w "Wyborczej", w którym podano informacje o rzekomym ochotniczym wstąpieniu do Waffen-SS młodych Ślązaków. Oto fragment listu Elsnera:
(...) Dwóch moich kolegów ze szkolnej ławki, którzy byli synami powstańców śląskich zostało WCIELONYCH do Waffen-SS. Nazywali się Paweł B. i Tadeusz Sz., obaj z rocznika 1926. Jak doszło do "OCHOTNICZEGO" zaciągu Pawlika B. opowiem, ponieważ byłem świadkiem jego wcielenia do Waffen-SS. Świadomie rezygnuję z analizy problemu na korzyść zwykłej relacji. Oto ona:
W październiku albo w listopadzie 1943 roku w "Ostoberschlesischer-Kurier" ukazało się urzędowe ogłoszenie, dotyczące młodzieży męskiej 1926 rocznika. Mieliśmy się dnia tego a tego o godzinie dziewiątej rano stawić w ogrodzie przy "Hüttenbeamten-kasino" przy Hucie Batory (Bismarckhütte). Stawiło się kilkuset młodzików. Po co? Nikt nic nie wiedział.
Nasza ciekawość została zaspokojona o godzinie dziewiątej trzydzieści: przed kasyno zajechały trzy samochody osobowe i jedna ciężarówka. Pasażerami samochodów osobowych byli oficerowie Waffen-SS, a pasażerami ciężarówki zwyczajni SS-mani z bronią krótką. Czego tutaj szukają "trupie czaszki"? Okazało się, że mieli apetyt na nas...
Najpierw otoczeni w ogrodzie, a potem wtłoczeni do sali teatralnej kasyna, zostaliśmy poddani OCHOTNICZEMU zaciągowi do Waffen-SS. Zaraz na początku nas pomierzono. Uszczęśliwieni kurduple, chłopcy wzrostu poniżej 168 cm, mogli sobie pójść do domu. Następnie z tłumu wyłuskali szkolarzy z Oberschule, którzy potem byli potrzebni jako "pisarze" wypełniający rubryki werbunkowych arkuszy formatu 2 x A4. Ponieważ byłem uczniem inteligenckiego zawodu w hucie, przydzielono mnie do grona pisarczyków.
Wśród nas coraz liczniejsza grupa zaczęła podejrzewać, że oficerowie Waffen-SS działali bez porozumienia z Wehrbezirkskommando [okręgowa komisja wojskowa]. Podczas poboru kilka tygodni wcześniej zostałem zakwalifikowany do lotników (Luftwaffenreserve I). To my, przyszli lotnicy, przez zwolnionych kurdupli daliśmy znać oficerom z Wehrbezirkskommando, co się działo w Hajdukach.
Zjawili się w komplecie z komendantem na czele, gdy werbunek był w pełnym toku: kilku lekarzy w białych kitlach badało zdrowie golasów, a ich pomocnicy, sanitariusze, byli zajęci "szwancparadą" i hemoroidami. Zdrowym byczkom wręczano arkusze z rubrykami do wypełnienia i odsyłano ich do pisarzy za rzędem ustawionymi stołami.
Czym skończyła się oficerska awantura? Wyrwano ze szponów Waffen-SS wszystkich kandydatów do Kriegsmarine i Luftwaffe. Zatrzymali inteligentów, którzy mieli spisywać dane personalne pechowców.
Pamiętam, z jakim uczuciem robiłem to, co mi kazano. Zaręczam, że nie pamiętam ani jednego entuzjazmu w oczach przyszłych SS-manów. Pamiętam i tę scenę, ponieważ dzwoniono na Anioł Pański, że w samo południe stanął przed moim stołem nagi Pawlik B., syn powstańca śląskiego. Nachylił się i szepnął do mnie po polsku: - Tonik, zrób coś!
Z osiemnastu rubryk wypełniałem tylko trzy (czy nie sprytnie to było pomyślane!). Czy kartę Pawlika mogłem zlikwidować? Nie. Dlatego, że nas, pisarzy, nadzorował spacerujący wzdłuż stołów SS-man. Ale w ramach tego, co było możliwe zrobiłem: ojca Pawlika awansowałem na majora wojsk powstańczych, a B. zrobiłem prezeską koła Matek Polek przy parafii św. Józefa. Do rubryki cecha szczególna rodziny wpisałem: dziedziczny alkoholizm. Co na to Pawlik? Nigdy potem w życiu nie spotkało mnie tyle wdzięczności ze strony członka oczernionej rodziny...
Niestety, fatalne pochodzenie musiało przegrać z wybitnie nordycką sylwetką Pawła B. Do Waffen-SS został wcielony trzy tygodnie później. Wojnę szczęśliwie przeżył. Los Tadeusza Sz. różnił się od losu Pawlika B. tylko w drobnych szczegółach. Dla nich SS-mański tatuaż pozostał trwałym śladem nadużycia, ale dla zbyt wielu był śladem prowokującym do interpretacji niekorzystnych dla nich. Wymienione w mojej relacji osoby nie mogą się same bronić, ponieważ odeszły od nas na zawsze. Niniejszym tekstem czynię to za nich! (...)
Z relacji wynika więc, że pobór (w tym konkretnym przypadku) odbył się za plecami Wehrbezirkskommando, a Waffen-SS próbowało wcielić w swoje szeregi młodych Ślązaków zanim rękę położy na nich Wehrmacht.
Podsumowując: można z całą pewnością stwierdzić, że przymusowe wcielenia Polaków do wojska niemieckiego dotyczyły nie tylko Wehrmachtu, ale także Waffen-SS, choć niewątpliwie na dużo mniejszą skalę. Dotyczyło to również Polaków z przyznaną III grupą volkslisty. Dziwić może brak jakichkolwiek informacji na ten temat w poważnych opracowaniach historycznych, wydawanych po wojnie w kraju i na Zachodzie. Pamiętać trzeba jednak, że temat ten, jako niewygodny, niewątpliwie spotykał się z taką czy inną cenzurą, zwłaszcza przed 1989 r.
I przyszło nam spoczywać na tym wzgórzu bracie,wśród buków i jodeł czekając chwili gdy powstaniemy na ostatni szturm,szturm do bram Piotrowych .... M.W
ODPOWIEDZ

Wróć do „II Wojna Światowa”